Blog Zuzanny Andruczyk

ZDOBYWAJĄC ADRIATYK – przebieżka na chorwacki szczyt!

W przeciągu dwóch dni rejsu po Adriatyku zdążyłam już odbyć żeglarską wachtę, przeżyć niemalże morski sztorm (fala 8/10 w skali Beauforta), a nawet znaleźć „górski” szlak na chorwackiej wyspie 😀

Nie spodziewając się tego kompletnie, jak sama nazwa strony mówi, rzeczywiście znalazłam się dziś na szlaku. Po ciężkiej nocy na mocnej fali, dobiliśmy rano do portu na wyspie Vis (50 km w linii prostej od Splitu i ok. 150 km od wybrzeża włoskiego). Naszym oczom ukazało się spore wzniesienie, więc nie było mowy, że odpuszczę sobie zdobycie tej góry 😀Chwila odpoczynku, obiadek i wraz z dwoma rejsowymi towarzyszami, wyruszyliśmy w drogę na szczyt. Niestety nie miałam ani odpowiednich butów, ani jakiegokolwiek sprzętu do trekingu, więc traktowaliśmy to raczej jako luźny spacer. Ludzie na wyspie niekoniecznie ogarniają angielski, jeden pan wręcz zamigał mi(!), że owa góra nie ma nazwy i nie da rady na nią wejść. Jednak nie poddaliśmy się i jak najbardziej była to słuszna decyzja. Przecięliśmy sobie kawałek trasy i odnaleźliśmy czerwony szlak prowadzący na górę. Idąc niestromą, krętą i kamienistą drogą, co rusz spotykaliśmy jaszczurki (na szczęście niejadowite :P)

Im wyżej wchodziliśmy, tym piękniejszy widok na port i Adriatyk rysował się przed naszymi oczami. Nie mogliśmy się doczekać, aż wejdziemy na szczyt. Jednak w porę zorientowaliśmy się, że ów czerwony szlak prowadzi nie na górę, a wgłąb wyspy. Postanowiliśmy więc iść „po swojemu”, co nie było ryzykowne, gdyż góra nie była ani wysoka, ani stroma. Chwila spaceru pod górę, troszkę krzaków i krótkiej wspinaczki po skałkach – i mogliśmy śmiało rzec, że wyżej wejść się nie da. Nacieszyliśmy się widokiem morza, odpoczęliśmy kilka minut i ruszyliśmy w dół. Zaproponowałam, by nie rezygnować z wędrówki i wrócić na ten czerwony szlak. Tak też zrobiliśmy, jednak okazało się, że trasa jest długa i nie wiadomo, dokąd byśmy doszli i kiedy. Nie byliśmy przygotowani na długie wędrowanie, więc postanowiliśmy wrócić na jacht. Mimo to, byłam cała w skowronkach, że na rejsie po Adriatyku (!) udało mi się zdobyć jakąkolwiek górę. Okazało się, że jest to najwyższy szczyt na wyspie o nazwie Hum (585 m.n.p.m) Nie weszliśmy wprawdzie na sam koniec, ale udało nam się wejść na tyle wysoko, by podziwiać tak piękne widoki jakie widzicie na zdjęciach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*