Blog Zuzanny Andruczyk

„ŚLIZGAWICA MUROWANA”, czyli zejście ze Szpiglasu do Piątki

Dzisiaj będzie o wędrówce ze Szpiglasowej Przełęczy do Doliny Pięciu Stawów, czyli jak wielką wartość mają łańcuchy w górach.

Po wypiciu ciepłej herbatki na szczycie Szpiglasowego Wierchu (2110 m.n.p.m) zmarznięci przez deszcz i wiatr postanowiliśmy jak najszybciej wyruszyć do schroniska w Piątce. Dość zdeterminowana, ale też nieco wystraszona widokiem łańcuchów i faktem, że zaraz muszę po nich zejść przy tak tragicznej pogodzie podniósł mi troszkę ciśnienie 😀 Ale nie mogłam ugrzęznąć gdzieś na środku Szpiglasowej Przełęczy umierając z zimna, więc od razu podjęłam się wyzwania. Droga była zaskakująco prosta, schodzenie utrudniała jedynie śliska nawierzchnia. Mój kompan pokonał zejście w ekspresowym tempie, ja wolniutko schodziłam w dół, by „zżyć” się trochę z łańcuchami. Za chwilę było już po krzyku, i pod nogami miałam stabilny grunt. Moim oczom ukazał się niesamowity widok na panoramę Tatr Wysokich. Było to niemałe zaskoczenie, ponieważ przed chwilą na szczycie mogliśmy podziwiać jedynie mgłę. Mała przerwa na zdjęcia i zmęczeni ruszyliśmy w dół. Najpierw zakosami po żwirowej dróżce, a potem po kamiennych schodkach, wykończeni pogodą zmierzaliśmy szybko ku schronisku. Za chwilę minęliśmy strumyczek i byliśmy już na skrzyżowaniu. Skręcając w lewo mogliśmy ruszyć na Zawrat, (co troszkę nas kusiło, ale pogoda wygrała). Toteż wybraliśmy drogę w prawo niebieskim szlakiem i po ok 20 min znaleźliśmy się już w schronisku. W drodze złapał nas deszcz, więc dotarliśmy tam mocno przemoczeni. Wysuszyliśmy się, zjedliśmy pyszne naleśniki i za chwilę mieliśmy się już żegnać. Mój kompan miał to szczęście, że nocował w Piątce, a ja niestety musiałam jeszcze zejść do Palenicy. Nie miałam już siły i marzyłam tylko o ciepłym prysznicu i łóżku. Żeby jednak ten wspaniały sen stał się jawą, musiałam jeszcze znaleźć cudowny portal, który przetransportowałby mnie do Zakopca 😛 Na szczęście (i jego brak) miałam swoje wykończone całym dniem chodzenia nogi, które spały w nocy tylko dwie godziny. Pomarudziłam troszkę i za chwilę zbiegałam już Doliną Roztoki na parking w Palenicy. Był to dosłownie bieg przez mgłę, bo nie widziałam dużo pędząc w dół. Najpierw schodziłam po śliskich kamiennych schodkach cały czas patrząc pod nogi. Przesuwając się ku celowi coraz bardziej słyszałam wodospad Siklawę, ale niestety pogoda nie pozwoliła mi go podziwiać. Po kilkunastu minutach schodzenia droga skręciła do lasu, gdzie szłam już ledwo żywa kamiennym chodnikiem. Za chwilę na drodze pojawiły się potoczki, a wraz z nimi drewniane kładki i pomosty. Potem droga wciąż prowadziła przez las i po kilkunastu minutach byłam już na drodze asfaltowej do Palenicy. Czułam się kompletnie padnięta, spanie dwóch godzin w autobusie i wyruszenie na dziesięć godzin wędrówki w góry zrobiło swoje. Jednak tu się powtórzę, czego dla ukochanych Tatr się nie zrobi 🙂

Ten dzień wiele mnie nauczył. Rafał (mój górski kompan) podzielił się ze mną swoim doświadczeniem i wiedzą o górach, która przyda się na pewno w każdej kolejnej wyprawie. Dzięki niemu pokonałam swój strach co do łańcuchów i wiem już jak powinnam się zachować, gdy przez deszcz i wiatr praktycznie nie widzisz drogi. Tego dnia nauczyłam się pokory i wiary w samą siebie. Pamiętajcie – nigdy się nie poddawajcie i nie rezygnujcie z postawionych sobie celów, nieważne ile przeszkód po drodze napotkacie. Widoki na szczycie zrekompensują Wam każdy podjęty wysiłek. Wszystko siedzi w głowie 😀

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*