Blog Zuzanny Andruczyk

MIĘGUSZOWIECKA PRZEŁĘCZ POD CHŁOPKIEM

1395836_1519862598308131_1718560140028727702_n

Wyprawa na przełęcz była ostatnią przygodą podczas jesiennego wyjazdu w Tatry. W zasadzie to wcale nie miałam tam wchodzić, bo w planach były wymarzone i wciąż niezdobyte Rysy. Mimo to coś podkusiło mnie, by skręcić w prawo przy Czarnym Stawie pod Rysami 😀 I słusznie! Ciężko opisać wyjątkowość tego szlaku słowami, gdyż wyróżniał się nie tylko ciekawym podejściem kondycyjnym, ale i świetnymi momentami wspinaczki, której brakowało mi już po jednym dniu regeneracji. Oprócz tego, trasa obfituje w niesamowite panoramy Tatr Wysokich, dla których zdecydowanie warto się trochę zmęczyć 😉

Swoją wyprawę zaczęłam w Palenicy Białczańskiej, a potem z ciężkim sercem powitałam drogę asfaltową prowadzącą do Morskiego Oka. Szczerze nie znoszę tej trasy, według mnie jest szalenie nudna i sama myśl o pokonywaniu tegoż odcinka mnie irytuje. Jak tylko mogę, to unikam tej drogi, bo jak dla mnie nie ma nic wspólnego z górami. Poza tym, niedobrze mi się robi patrząc na te wszystkie biedne konie zaprzęgnięte w bryczki. Cóż, każdy ma inną definicję wędrowania po górach, ja w każdym razie nigdy w tę bryczkę bym nie wsiadła 😉

Jedynym plusem asfaltu na odcinku Palenica – Morskie Oko jest fakt, że idzie się w szybkim tempie i po 1.40h udało mi się osiągnąć MOKo. Tam zrobiłam sobie krótki odpoczynek i ruszyłam dalej w kierunku Czarnego Stawu pod Rysami. Zeszłam od schroniska do brzegu MOKa, potem czerwonym szlakiem skręciłam w lewo. Po chwili przeszłam przez most na Rybim Potoku. Potem przez jakieś pół godzinki spacerowałam wzdłuż lustra wody MOKa, dopóki nie przywitał mnie kolejny drogowskaz prowadzący do Stawu. I tutaj zaczęła się walka. Moim oczom okazało się niewielkie podejście po kamieniach. Niby to nic, chwilka i będę na miejscu. A tu proszę – wlokłam się strasznie pod górę, do tego upociłam jak przysłowiowy szczur 😀 i odechciało mi się w ogóle chodzenia, nie mówiąc o wspinaczce. Ambicja jednak nie pozwalała zrezygnować, i jakoś udało mi się (po dłuższym czasie niż przewidywałam) osiągnąć Czarny Staw pod Rysami. Widoki zrekompensowały mi cały wysiłek, do tego odpoczęłam sobie chwilkę i po chwili byłam gotowa do wędrówki na Przełęcz pod Chłopkiem.

Skręciłam w prawo i ruszyłam dalej zielonym szlakiem. Pierwszy odcinek nie przysporzył mi większych trudności. Był to sympatyczny spacer po kamiennych schodach wśród kosodrzewiny. Po chwili łazęgi znalazłam się na trawiastej „łączce”, która jest świetnym miejscem na odpoczynek. Warto tu usiąść i poświęcić chwilę niezwykłej panoramie Tatr, która zapiera dech w piersiach i motywuje do dalszego wędrowania.
Dalej szlak odbija w lewo, po czym powitało mnie skalne rumowisko, które prowadzi aż pod ścianę Kazalnicy. I tutaj zaczyna się cała zabawa 😀Najpierw dość sprawnie trawersowałam zboczem, po którym rozpoczęłam wspinaczkę po dość stromym żlebie do Miedzianego Kotła zwanego „Bańdziochem”. Ów moment dał mi niesamowitego kopa i sprawił masę radochy! Po tej mozolnej wędrówce po schodach, rumowiskach i innych rewelacjach, nie mogłam się doczekać aż wreszcie zasmakuje trochę tej prowizorycznej wspinaczki.
Po Bańdziochu mogłam chwilkę odpocząć idąc po płaskim terenie wśród głazów wypełniających kocioł. Nie trzeba było na szczęście długo czekać na kolejny trudniejszy odcinek. Po krótkim spacerku czekała na mnie śliska pochylona płyta, przez którą należało przejść. Musiałam ostrożnie stawiać kroki, gdyż było nadzwyczaj ślisko i krucho. Warto się tu chwilę zastanowić i co najważniejsze, nie spieszyć, gdyż każdy nieprzemyślany ruch może grozić poślizgnięciem.

Po śliskiej płycie czekało na mnie chyba najbardziej emocjonujące miejsce i podczas wchodzenia na przełęcz, jak i potem przy zejściu z niej. Przede mną straszliwie wąska ścieżka nad przepaścią, na szczęście zabezpieczona klamrami. Lufkę miałam dosłownie pod nogami, co było silnym zastrzykiem adrenaliny. Na szczęście ów zastrzyk zadziałał na moją korzyść, gdyż ten eksponowany moment pozwolił mi nie tylko zapomnieć o zmęczeniu, ale także dał jeszcze więcej radości z podjętego wyzwania. Jednak był to dopiero początek. Przede mną kolejny ciężki moment, chyba jeszcze bardziej stromy i niebezpieczny niż poprzedni. Była to wspinaczka po mokrych skałach centralnie nad przepaścią. Najgorsze, co możemy zrobić w takiej chwili, to wpaść w panikę, więc warto uzbroić się w cierpliwość, skupić się tylko wyłącznie na górze i iść dalej. W moim przypadku plan zadziałał i po chwili emocji szłam już spokojnie po kamienistej dróżce ku Kazalnicy.

Wszędzie czytałam, że Kazalnica wręcz emanuje niesamowitymi panoramami na Rysy, Morskie Oko i Wysoką. W moim przypadku rzeczywiście emanowała, niestety widokiem chmur i psującej się pogody. Na szczęście nie było tak źle, by zarządzić odwrót, więc zdeterminowana ruszyłam dalej ku przełęczy.

Szlak prowadził mnie granią po skałach w stronę Mięguszowieckiego Szczytu Czarnego, lecz po chwili skręciłam w prawo na drogę o nazwie Galeryjka. Jako, że było sucho to niesamowicie przepaścista uroda tego odcinka nie zrobiła na mnie większego wrażenia i spokojnie parłam do przodu. Warto jednak zaznaczyć, że późną wiosną czy wczesnym latem ów moment byłby istnym piekłem dla turysty bez odpowiedniego sprzętu i obuwia (oblodzone bądź pokryte śniegiem fragmenty). Dalej trawersowałam cały czas patrząc pod nogi i po chwili spaceru czekał na mnie krótki moment wspinaczki.
Następnie szłam dalej po kamienistej ścieżce jeszcze bliżej przepaści niż wcześniej. Na tym fragmencie warto zaprzyjaźnić się ze ścianą po lewej stronie i się do niej na chwilkę przytulić. Nie mogłam jednak tkwić w jedności z ową ścianą na wieki, gdyż za chwilę musiałam pokonać niezwykle ciasną rynnę (serio, ciasna jak cholera, więc uważajcie, żeby Was przypadkiem nie uwięziła) Była to ostatnia przeszkoda przed celem. Teraz jeszcze TYLKO króciutki spacer oczywiście obok naszej ulubionej lufki (dość pokaźnych rozmiarów) i zameldowałam się na Przełęczy pod Chłopkiem.

Na przełęczy zastałam dwóch dziadków zachwycających się panoramą morza chmur i mgły. Pogoda psuła się z minuty na minutę, więc nie spędziłam na przełęczy za długo.

Warto dodać, że poznałam podczas tej wędrówki całą masę niesamowitych i mega pozytywnych ludzi. Każda wyprawa utwierdza mnie w przekonaniu, że w górach wszyscy jesteśmy sobie równi, nieważne skąd przyjeżdżamy i ile mamy lat. Na razie się nie zawiodłam i mam nadzieję, że wciąż będę miała szczęście do ludzi poznanych na szlaku 🙂

Podsumowując, zielony szlak na Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem nie bez powodu jest drugim najtrudniejszym szlakiem w polskich Tatrach. Owa trasa wyróżnia się nie tylko kondycyjnym podejściem pod górę, ale także masą urwisk i przepaści podczas wspinaczki. Nie jest to szlak dla osób z lękiem wysokości.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*