Blog Zuzanny Andruczyk

KUŹNICE – ŚWINICKA PRZEŁĘCZ, czyli drugi dzień sierpniowej wyprawy!

Drugi dzień wędrowania zaczął się dość późno, gdyż wolałam porządnie się wyspać po dwóch godzinach snu w autobusie i przygodach dnia pierwszego. Mimo to, nie chciałam tracić czasu i koło 10 byłam już na szlaku. Cel miałam konkretny – wyjść, zdobyć Świnicę, wrócić. Swą przygodę zaczęłam w Kuźnicach i niebieskim szlakiem przez Boczań ruszyłam ku Hali Gąsienicowej. Jest to najczęściej wybierana trasa przez turystów – podejście jest proste, niedługie (5km) i nie wyróżnia się jakimikolwiek trudnościami. Szlak głównie prowadzi przez las, cały czas podchodzimy pod górę. Najpierw zdobywamy wzniesienie Boczań
(1209 m n.p.m.), gdzie można sobie odpocząć przed dalszą wędrówką lasem na Skupniowy Upłaz. Tam z lewej strony możemy wypatrzeć Wielki Kopieniec, a z prawej doskonale widoczny jest Giewont i Kopa Kondracka. Z Upłazu rozpościera się również świetny widok na Przełęcz Między Kopami (1499 m n.p.m.), która jest kolejnym przystankiem w drodze do Hali. Na przełęczy również można sobie usiąść i podziwiać piękną panoramę i gór i samego Zakopanego, ale ja wolałam sobie darować tę rozrywkę ze względu na niesamowity upał i całe obozy turystów. Od Przełęczy między Kopami zostaje nam ostatnia prosta do pokonania na Halę. Ku memu zdziwieniu szlak prowadzi najpierw lekko pod górę, a potem w dół po drewnianych schodkach. Przed nami wyłania się zapierający dech w piersiach widok na grań Orlej Perci i po kilku minutach widzimy już dach schroniska „Murowaniec” znajdujący się w upragnionej Hali Gąsienicowej. Postanowiłam sobie odpuścić odwiedzenie schroniska ze względów wspomnianych wyżej – tabuny ludzi i niemiłosierny upał.

Szybko uzupełniłam płyny oraz węglowodany i ruszyłam ku Świnickiej Przełęczy żółto-zielono-czarnym szlakiem. Na razie szlak nie sprawiał żadnych kłopotów – szybko szłam do przodu po kamienistych stopniach otoczona „lasem” kosodrzewiny. Po krótkiej wędrówce dotarłam do drogowskazu, który nakazał mi skręcić w lewo na Świnicką Przełęcz. Ruszając tą trasą, znalazłam się w urokliwej Zielonej Dolinie Gąsienicowej wyróżniającą się masą stawów i ratującym życie strumykiem 😀 (o tym będzie w poście o zdobywaniu Kościelca) Największy staw, Zielony, ukazał się moim oczom po jakichś piętnastu minutach od minięcia drogowskazu. Potem ominęłam kolejne rozdroże (w lewo wymarzona wówczas ścieżka na Karb i potem na Kościelec) i poszłam prosto widząc przed sobą rychłą śmierć 😀 Rozpoczęło się ciężkie podejście na Świnicką Przełęcz. Jako, że było ze trzydzieści stopni, a do tego musiałam dźwigać plecak, myślałam, że za chwilę zionę ducha. Początkowo szlak prowadził miłymi (jeszcze) kamienistymi schodkami, potem wkroczyłam na już nie tak sympatyczne mej kondycji, głazowisko. Wiedziałam, że nie ma co się spieszyć, więc co chwilę robiłam krótkie postoje i podziwiałam „zdobyte” już widoki (fajne w tym szlaku jest to, że widzisz, gdzie idziesz, co motywuje do dalszego wędrowania). Co chwilę doganiała mnie jednak para staruszków, więc doszłam do wniosku, że trzeba przestać się ociągać 😀 Pod koniec morderczej kondycyjnie drogi na przełęcz, szlak się zwęził i musiałam uważać na kręte, urwiste zbocza. Jednak po krótkim zastrzyku adrenaliny moja noga stała już na chwilowym szczycie, Świnickiej Przełęczy, w której miałam zacząć zdobywanie głównego celu dnia – Świnicy.
Mimo to, że przede mną jeszcze spory kawał drogi do góry, satysfakcja dała się we znaki i można było spokojnie odpocząć na trawce delektując się panoramą Tatr
12036769_1498455767115481_2689912701638120158_n

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*